1. Sprzęt;
2. Filmy;
3. Uwagi
ogólne;
4. Fotografowanie ważek;
5. Fotografowanie
windsurfingu;
6. Plik z
samouczkiem:
1. SPRZĘT:
Sprzęt
który dotychczas używałem:
-
EOS 300, EOS 30, EOS 20d
- EF 100-300 USM, EF 28-80 DC i EF 50 EF 100 USM Macro oraz M-42:
Mir 20 mm i Pentacon 500mm, 70-200/4, 70-200/2,8, 17-40/4, 50/1,4
- Speedlite 550EX
- statyw Manfrotto 190 B, statyw Manfrotto 055
NAT, statyw Manfrotto 074, głowica kulowa Manfrotto
352 RC,
głowica kulowa Manfrotto 268 RC, głowica Manfrotto 410
- oraz pierścienie pośrednie, soczewki nasadkowe i kilka
filtrów
2. FILMY:
Początkowo
wszystkie zdjęcia robiłem na negatywach Fuji Superia 400
i byłem zadowolony z uzyskiwanych efektów (przy maksymalnych
powiększeniach rzędu 30x40 cm). Jednak okazało się, że w
przypadku sfotografowania jakiegoś nietypowego "robala"
laboranci rozkładali ręce twierdząc, że nie wiedzą jak dobrać
korekcję na labie bo ... nie znają faktycznych (rzeczywistych)
barw obiektu. To było głównym powodem podjęcia decyzji o
przejściu na slajdy - to co naświetlę to mam. Najlepszym dla
mnie rozwiązaniem okazała się Fujichrome Provia 100F
do wszelakich zastosowań i sporadycznie Fujichrome Velvia
50,
gdy potrzebuję ekstra nasycenia kolorów.
W końcu nadszedł czas na
odstawienie
tradycyjnych filmów do lamusa. Pojawił się pierwszy korpus
cyfrowy o odpowiadających mi parametrach za akceptowalna
cenę. Po
głębokiej analizie zaopatrzyłem się w EOSa 20d i na tym zakończyła się
moja przygoda z klasycznymi filmami fotograficznymi.
3. UWAGI OGÓLNE:
Sposób robienia
zdjęć i używany osprzęt jest,
w moim przypadku, bardzo ściśle uzależniony od obiektu,
który
mam uwiecznić. Początkowo, idąc w teren, zabierałem całą
torbę sprzętu z nadzieją, że jak coś ciekawego znajdę, to złożę
odpowiedni zestaw. BZDURA!
Najczęściej po kilku
godzinach łażenia nie chciało mi się kombinować z zestawianiem
odpowiedniego zestawu sprzętu czy dobierac optymalnych
obiektywów. W efekcie zdjęcia nie robiłem. Przekonałem się,
że
już
przed wyjściem w plener trzeba się zdecydować, co z grubsza
chcemy fotografować i odpowiednio zestawić sprzęt.
Oddzielnym
zagadnieniem jest korzystanie ze statywu.
Tu dyskutować nie ma o czym. Statyw przy zdjęciach
przyrodniczych stosuję ZAWSZE.
Chcąc
sfotografować ważki zwykle korzystam z obiektywu zoom o
ogniskowej 100-300 mm, obowiązkowego filtra polaryzacyjnego do
eliminacji odbłysków na wodzie, pojedynczego pierścienia
pośredniego
o grubości 12 mm oraz nieodzownej lampy błyskowej. Z takim
zestawem
uzyskuję skalę odwzorowania około 1/3 z odległości 1 metra.
Całość montuję poprzez płytkę szybkozłącza do głowicy na
statywie. Z uwagi na mobilność niektórych
gatunków ważek,
statyw często pracuje jako monopod tzn. nogi są wyciągnięte
ale złączone razem. Dzięki temu mam dość stabilną podpórkę
bez utraty manewrowości. W takich przypadkach nigdy nie blokuję
głowicy na maxa, lecz dokręcam ją z czuciem na mocny, ale
pokonywalny przy manipulacji aparatem, opór. Taki
dobór sprzętu
ma jednak istotną dla mnie wadę - gdy jakaś złośliwa ważka
siądzie sobie o 0,5 m ode mnie, to ostrości już nie złapię i
z tego powodu poszukuję pierścienia o grubości 25 mm.
Równie
istotnym czynnikiem jak sprzęt, a może
nawet ważniejszym, jest pogoda. Ważki są generalnie światło
i ciepłolubne. Największe nasilenie lotów występuje w
godzinach południowych, w skwarne dni. Niestety, wiąże się to
również z bardzo krótkim przesiadywaniem na
roślinach,
kamieniach itp. oraz z zabójczymi kontrastami na zdjęciach.
I
tu ukłon w stronę lampy błyskowej.
Z drugiej strony,
bardzo ciekawe efekty możemy
uzyskać fotografując ważki wcześnie rano, gdy są zroszone
wodą lub w czasie deszczowej zimnej pogody. W takich warunkach
lampa plus długie czasy naświetlania, będą podstawą sukcesu.
Ważki są zmarznięte i nieruchome, więc możemy spokojnie
rozstawić sprzęt, precyzyjnie skomponować ujęcie, i zrobić
zdjęcie z pięknymi kropelkami wody na skrzydłach lub odwłoku
ważki. Jest tylko jeden problem - za wyjątkiem łątek, nigdy
nie udało mi się znaleźć żadnej ważki przy złej pogodzie (może
nie wiem gdzie szukać). Generalna zasada jaką musimy sobie
przyswoić przy
robieniu ważek to nie wolno
się śpieszyć. Po przybyciu na miejsce łowów
trzeba
usiąść
spokojnie na 0,5 godziny i PATRZEĆ i SŁUCHAĆ.
Po takim czasie całe latające
"robactwo" przyzwyczai się do naszej obecności, a my
rozpoznamy miejsca gdzie ważki najchętniej przesiadują, gdzie
składają jaja czy jakie są trasy ich przelotów. Trzeba
wiedzieć że lekko spłoszona ważka wraca po chwili na to samo
miejsce, więc możemy nijako wyreżyserować ujęcie. Dodatkowo
przy fotografowaniu trzeba robić użytek z uszu. Wbrew pozorom
ważki są bardzo hałaśliwymi lotnikami i wytwarzane przez nie
dźwięki są wspaniałą pomocą w odnajdywaniu np. ważek składających
jaja w gąszczu roślinności brzegowej.
Zupełnie innym
zagadnieniem jest
fotografowanie ważek w trakcie przeobrażania się z larwy w
postać dorosłą (imago). Niestety, aby skutecznie
fotografować ten moment życia ważek konieczna jest wyprawa nad
wodę wcześnie rano, najlepiej o świcie. Kilka otrzymanych
wskazówek,
zamieszczam poniżej:
"... wg moich kilkuletnich spostrzeżeń data graniczną przeobrażania się pierwszych ważek jest 1 maja. W cieplejsze lata może się przesunąć o tydzień wcześniej. Ważki jako takie są ciepłolubnym rzędem owadów i lubią ciepełko, jednak wtedy cały proces przebiega szybciej. Sugerują się raczej temperatura wody niż powietrza. najlepszym okresem na szukanie przeobrażających się jest 1 połowa maja - wtedy robi to najwięcej gatunków i stosunkowo licznie, pora dnia najchętniej wykorzystywana to okolice świtu i wczesnych godzin rannych ale w dni pochmurne nawet z lekkim deszczykiem proces może się rozciągać na cały dzień (mój Aparthenope ze strony był robiony w połowie maja, w południe przy mżawce). Aeshnidae wydaje się, że wolą noc. Sam proces trwa od kilkudziesięciu minut u maluchów do kilku godzin ( Aecyanea ze strony, obserwowałem kilka sztuk w hodowli - przeobrażały się ok. 4 godz.) generalnie jednak na przeobrażające ważki można natknąć się zawsze ..."
5. FOTOGRAFOWANIE WINDSURFINGU:
Robienie zdjęć sportowych
nad wodą jest dość trudnym technicznie zajęciem. Na fotografa
czyha nad wodą kilka przeszkód i pułapek:
- konieczność ochrony sprzętu przed wodą i piaskiem;
- koszmarne kontrasty potrafiące zepsuć każde ujęcie;
- duże odległości od windsurferów gdy fotografujemy z brzegu;
- brak stabilności gdy fotografujemy z łodzi (istotne zwłaszcza
gdy używamy długich ogniskowych);
- konieczna znajomość tej dyscypliny sportu aby wiedzieć gdzie
i co się będzie działo;
- i najważniejsze - jak się zmusić aby siedzieć na brzegu
zamiast żeglować na desce (to jest akurat najprostsze - trzeba
kupić drugi aparat dla żony/dziewczyny a samemu na wodę :).
Robiąc zdjęcia
deskarzy pływających po płytkich
akwenach (jak np. Zatoka Pucka) zawsze wchodzę do wody ubrany w
piankę neoprenową i jaskrawy kapok, ze sprzętem uczepionym na
szyi. W celu zabezpieczenia aparatu przed kropelkami słonej wody
aparat owijam workiem foliowym, który doszczelniam szarą
(pakową)
taśmą klejącą. Trzeba jedynie zostawić otwory na pasek i
wizjer. Ważne aby pamiętać, że worek musi być na aparacie luźny,
dzięki temu możemy przez folię używać elementów
manipulacyjnych na aparacie. Ten sposób sprawdza się,
aczkolwiek nie polecam go gdy fale są zbyt duże i mocno chlapiące.
Kolejnym problemem
z jakim się zetkniemy gdy
fotografujemy stojąc w wodzie jest trudność w stabilnym
utrzymaniu aparatu i co z tego wynika konieczność stosowania
bardzo krótkich czasów (np: przy ogniskowej 300
mm czasy 1/350
s okazały się zbyt długie i zdjęcia wychodziły poruszone.
Pewnym rozwiązaniem byłoby zastosowanie statywu, ale ciągnięcie
go dodatkowo w wodę okazało się już zbyt uciążliwe. Wiec
optymalnym rozwiązaniem okazał się czulszy film (np.: Provia
400F) i krótkie
czasy.
Na koniec
oświetlenie. Ważną
rzeczą jest aby wiatr wiał mniej więcej "ze słońcem",
wtedy deskarz płynący w ślizgu połówkami jest doskonale
oświetlony
i nie pozasłaniany przez żagiel. Przy takim oświetleniu nie
grożą nam zbytnie odbicia słońca od wody, dzięki czemu możemy
robić zdjęcia bez filtra polaryzacyjnego (zawsze to dwie działki
jasności więcej). W przypadku wykonywania zdjęć przy innym
kierunku oświetlenia musimy się liczyć że otrzymamy zdjęcia
konturowe - z czarnymi sylwetkami. W związku z występującymi
warunkami świetlnymi na wodzie, w zależności od jasności oświetlenia
(od tego jak mocno świeci nam słońce) używam korekcję od +0,5
EV gdy słońce jest zasłonięte ciemnymi chmurami do +1,5 EV
przy czystym słonecznym niebie.
Jeszcze jedna
ważna sprawa:
Zawsze zakładajcie coś jaskrawego na grzbiet - człowiek w czarnej piance jest po prostu dla deskarza niewidoczny i istnieje poważne zagrożenie, że zostanie przez deskę "rozjechany"